Środa 14 maja.
Zaczynam się gubić.Tak gubić , ale w swoim życiu. Chce czemuś dać wolność ale nie umiem bo czuje ze bez tego powoli będę umierała.Obracam w palcach małą stokrotkę przypatrując się jej z zaciekawieniem.A gdyby zniknąć? Nikt by sie nie zdenerwował ,nikt by nie krzyczał ,nie słyszała bym tego.Cisza. Przecieram rękawem oczy bo napłynęły do nich łzy.Weź się upokuj dziewczyno , zaciśnij zęby ,uśmiechnij się do swojego odbicia i tak jak zawsze z podniesioną głową idz przed siebie.Nikt cie nie zatrzyma! Bo walczysz tylko o swoje marzenia,bo walczysz tylko o swoje uczucia. Serce krwawi, w plecach nie mało noży ale mimo balastu wyprostuje się i pójdę dalej. Nie wolno mi się poddawać własnie teraz gdy wszyscy mnie potrzebują. Moje zaufanie do pewnych osób legło w gruzach ,nie moge na nich liczyć już nigdy nawet jeśli bedą ostatnią deska ratunku. Nie sięgne po rękę która mnie odrzuciła kilkakrotnie.Wolała bym przepaść.
Piątek 16 maja.
Wyciagam się wygodnie przed telewizorem i oglądam Shreka.Jego serce jest owitę równie bolesną powłoka co moja. Ale on kochał.Taka jest miedzy nami róznica , ja nie mogę kochać. Nie chcę to tylko sprawia że się gubię w swoich czynach. Matematyczny wzór którym się posługuję jest pomocny, zawsze. Ale czasem mam ochotę go wyrzucić i krzyknąć wszystkim to co myślę i czuje. Ale nagle przychodzi myśl o tym co by pomyśleli gdybym zdjęła maskę.Jak bardzo słabą osobe by widzieli?Nie wiem. Opanowanie, nikt nie moze widzieć łez, łzy to upokorzenie ,pogarda dla swojego ja ze jest tak słabę.Ty nędzna wywłoko! Obija się mój głos wewnątrz czaszki. Mam odść tego udawania super silnej,inteligentnej,niezawodej potrzebuję w kimś oparcia.Potrzebuje kogoś kto nic nie mówiąc będzie umiał mnie wesprzeć samym niemmym gestem.Czasem wystarczy zwykły uśmiech ale czasem....już nie ma nic co by pomogło. Bycie dla innych podporą jest fajne ale gdy samemu potrzebuje się podpory takich ludzi nie ma bo są oni za słabi lub odwracają się udając lub rzezywiście nie widząć że ich błagam o pomoc.
Sobota 17 maja.
Jest zimno.Otulam się kocem i przewracam kolejną stronicę "Gry w kłamstwa".Jest to cos czego dawno nie robiłam,jestem spokona o nic się nie martwie.Ogarnia mnie błogość czuje to przyjemne lekkie kołysanie a zarazem uczucie snu w bezpiecznych ramionach.Kocham to.Bycie samą wcale nie jest aż tak koszmarne , pod pewnymi względami jest wspaniałe. Wszyscy,wszyscy wokoło wołają,propagują miłość.Ostatnio moim nabytkiem jest katar i psikanie tak to alergia na "miłość". Gadanie ludzi "jpd znajdz sb chłopaka" lub "tej to by sie chłopak przydał" jest bardziej prowokujace niż paradowanie przed moją osobą z czarwonym obrusem. Nie zaprzeczę doskwiera mi samotność ale nie chcę nikogo meczyć moja sobą.Niestety posiadanie chłopaka jest to pewnego rodzaju męka bo było by mi zwyczajnie jego żal że musi ze mną spędzać czas. To takie bolesne że nawet nie skrobie pięt przecietnej dziewczynie z ulicy. Ludzie zwracają na mnie albo by mi pocisnać albo gdy chcą coś np kanar moja peke -_-
piątek, 16 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
Kill my brain
Piątek 04.2014
Samotność to straszna chorba.
Czując ja choruje ciało,umysł,serce..Nie wiem czy z samotności można umrzeć ale odnosze wrarznie że ja powli umieram.
Najtrudniejsze są wieczory gdy siedzę zmęczona po całym dniu w szkole przed komputerem.Nie umiem się wtedy uśmiechać.Mam twarz siną i mokrą od łez.Ciężko mi opisać co wtedy czuje to troche jak ból rozrywajacy serce na kawałki , to trochę jak naliza wielkich liczb w głowie, to trochę jak ostra angina dla ciała.Nie radze sobie z tym teraz gdy jestem sama a wszystko wydaje się jak z cukru.Tylko czekam na deszcz.Myśle że jednak najgorsze są dni od czwartku do poniedziałku rana.Bo w poniedziałek wpadam w mały wir pracy nie mam siły by w spokoju usiaść.Tak wiem powinnam poszukać sobie zajęcia ale jestem beznadziejnym przybadkiem "człowieka".Sądze że jestem niedojebem ewolucji oraz iż jestem istnym debilem i ciamajdą.Jestem obrzydliwa ,ochydna nie mogę patrzeć w lustro bo zbiera mi się na wymioty w sumie nawet nie musze patrzeć w lustro. Pragne być jak motyl <3 Lekka,piękna,wolna unosić się wysoko i podziwiać świat z góry tak jak by do życia na dole mnie nie dotyczyło :3
Sobota 04.2014
W takie dni jak ten czuje się źle.Staram się jak zawsze być silna i uśmiechnięta by inni mieli we mnie oparcie.By płacząca na mym ramieniu mama czuła się bezpieczn,kochana i by wiedziała że jej ufam.By Kiki wiedziała że może mi ufać i mówić o wszystkim i nie musiała ciąglę dokonywać wyboru "przyjaciółka vs. chłopak".Zawsze ale to zawsze powiem jej by wybrała swojego chłopaka.Za bardzo mi zalerzy na niej był odbierała jej szczęście.Pragnę by Aki wiedziała że wierze w jej siły oraz umiejętności oraz że jest zdolna i ambitna. Są ona dla mnie jak siostry których nie mam ale staram się o nie troszczyć tak jak o młodszego brata.A gdy siedze teraz tu sama i łzy rozmazują mi obraz, a kot swym mruczeniem zagłusza drętwą cisze chce powiedzieć "Kocham,kocham ale to tak bardzo boli".Nie chce już więcej tu być chyba jak co wieczór wyjde na rolki.Katowanie mego ciała tak że wigina się ono w spazmach bólu a płuca łapią powitrze jak karp na lądzie sprawia mi przyjamność.Poromieniowanie bólu od serca jest wsaniałe bo wtedy wiem że je jeszcze mam. W dodatku gdy nie jem jestem taka szczęśliwa , to niesamowite uczucie porównywalne do wygranej w lotto.Czy boli? Hym...przez pierwsze 72h myślałam że umieram ledwo stałam na nogach ,kręciło mi się w głowie , na dworze było duszno a ja biegłam do szkoły na drzwi otwarte jak wariatka.Kilaka cieżkich wdechów ,uśmiech nic nie widać.Hej widzicie uśmiecham się wszystko OK! <3
Niedziela 04.2014
Nie mogę znów zasnąć.Zerkam na zegarek 5:43 przecieram lekko oczy.Czuje jak by drobiny piasku pod powiekami tak to znak że raczej nie bawiłam się przednio jakieś 4h temu. Wszystko wydaje się być ostatnio takie trudne.Nie rozumiem już siebie.Dawniej nie przeszkadzało mi wiele rzeczy jedną z nich jest ta jebana samotność oraz izolacja.Teraz siedzenie w domu mnie deneruje ,może to dlatego że ten dom już nie jest taki sam jak ten z dzieciństwa.Strasznie zazdroszcze Wiki ma wspaniałe rodzeństwo cała ich piątka potrafi się świetnie bawić nawet oskarnie stawia się gdy Roksi okłada go. Nie pamietam już ty pozytywnych chwil z tego domu ,najchetniej uciekła bym z niego najdalej jak sie da. Nie ma w nim osoby która umiała by mnie zrozumieć,no bo zawsze musiałam być posłuszna wiele razy słyszłam "Nie!".Było to coś w stylu "Mogę jechać..."i szybkie ucięcie "Nie!".Raczej nie pamietam bym dostawała to co chciałam w sumie nauczyło mnie to pewnego zaparcia i tego by nie ufać nikomu bo zawsze usłysze "nie".Na zasadzie po co mam się wysilac by tłumaczyć co czuje,nikogo to nie obchodzi nawet gdybym zaczeła płakać i krzyczeć nikt by tego nie zauwarzył.Jedyne co mi teraz pomaga to muzyka i marzenia.marze o głupich rzeczach o tym ze chce być w kapeli rockowej albo jakejść tam ,że chce spełnić te wszystkie punkty z kartki co chce zrobić prze 18-stką.Niestety jest w nich uwzględniona Kiki dlatego może nie szczerze umiem jej wyjaśnić dlaczego tak bardzo mi zalerzy. Nie chce by czuła się jak ja w tej chwili ,jak przedmiot.Nie mówie tu o tym że mnie źle traktuje ale jej uwaga wydaje się być zerowa ostatnimi czasy (teleofn i sms całym jej światem).Moze to i dla mnie dziwne ale nie przypominam sb bym tak pisała z Patrykiem,Olafem,Krystianem czy nawet z Sebastianem.Czasem sama pragnęłam chwili ulgi i szłam do ludzi by na chwile zapomnieć i odetchnąć.Mimo iż spotykałam sie z nimi raz czasem dwa w tygodniu gdzie siedzieliśmy i gralismy w gry,ogladaliśmy filmy czy nawet chodziliślmy na spacer to i tak mnie męczyło jak jasna cholera.
Eh...ja tu pierdu,pierdu pitole od godziny a spać iść musze.Jutro ciężki dzień,nw jak to ogarnę.Sama wokół siebie sie gubie ,wszystko leci mi z rąk a na domiar złego mam na karku wkurwionych rodziców -_- Tak wspaniale.Nic racuchy spadam do zobaczenia !
Samotność to straszna chorba.
Czując ja choruje ciało,umysł,serce..Nie wiem czy z samotności można umrzeć ale odnosze wrarznie że ja powli umieram.
Najtrudniejsze są wieczory gdy siedzę zmęczona po całym dniu w szkole przed komputerem.Nie umiem się wtedy uśmiechać.Mam twarz siną i mokrą od łez.Ciężko mi opisać co wtedy czuje to troche jak ból rozrywajacy serce na kawałki , to trochę jak naliza wielkich liczb w głowie, to trochę jak ostra angina dla ciała.Nie radze sobie z tym teraz gdy jestem sama a wszystko wydaje się jak z cukru.Tylko czekam na deszcz.Myśle że jednak najgorsze są dni od czwartku do poniedziałku rana.Bo w poniedziałek wpadam w mały wir pracy nie mam siły by w spokoju usiaść.Tak wiem powinnam poszukać sobie zajęcia ale jestem beznadziejnym przybadkiem "człowieka".Sądze że jestem niedojebem ewolucji oraz iż jestem istnym debilem i ciamajdą.Jestem obrzydliwa ,ochydna nie mogę patrzeć w lustro bo zbiera mi się na wymioty w sumie nawet nie musze patrzeć w lustro. Pragne być jak motyl <3 Lekka,piękna,wolna unosić się wysoko i podziwiać świat z góry tak jak by do życia na dole mnie nie dotyczyło :3
Sobota 04.2014
W takie dni jak ten czuje się źle.Staram się jak zawsze być silna i uśmiechnięta by inni mieli we mnie oparcie.By płacząca na mym ramieniu mama czuła się bezpieczn,kochana i by wiedziała że jej ufam.By Kiki wiedziała że może mi ufać i mówić o wszystkim i nie musiała ciąglę dokonywać wyboru "przyjaciółka vs. chłopak".Zawsze ale to zawsze powiem jej by wybrała swojego chłopaka.Za bardzo mi zalerzy na niej był odbierała jej szczęście.Pragnę by Aki wiedziała że wierze w jej siły oraz umiejętności oraz że jest zdolna i ambitna. Są ona dla mnie jak siostry których nie mam ale staram się o nie troszczyć tak jak o młodszego brata.A gdy siedze teraz tu sama i łzy rozmazują mi obraz, a kot swym mruczeniem zagłusza drętwą cisze chce powiedzieć "Kocham,kocham ale to tak bardzo boli".Nie chce już więcej tu być chyba jak co wieczór wyjde na rolki.Katowanie mego ciała tak że wigina się ono w spazmach bólu a płuca łapią powitrze jak karp na lądzie sprawia mi przyjamność.Poromieniowanie bólu od serca jest wsaniałe bo wtedy wiem że je jeszcze mam. W dodatku gdy nie jem jestem taka szczęśliwa , to niesamowite uczucie porównywalne do wygranej w lotto.Czy boli? Hym...przez pierwsze 72h myślałam że umieram ledwo stałam na nogach ,kręciło mi się w głowie , na dworze było duszno a ja biegłam do szkoły na drzwi otwarte jak wariatka.Kilaka cieżkich wdechów ,uśmiech nic nie widać.Hej widzicie uśmiecham się wszystko OK! <3
Niedziela 04.2014
Nie mogę znów zasnąć.Zerkam na zegarek 5:43 przecieram lekko oczy.Czuje jak by drobiny piasku pod powiekami tak to znak że raczej nie bawiłam się przednio jakieś 4h temu. Wszystko wydaje się być ostatnio takie trudne.Nie rozumiem już siebie.Dawniej nie przeszkadzało mi wiele rzeczy jedną z nich jest ta jebana samotność oraz izolacja.Teraz siedzenie w domu mnie deneruje ,może to dlatego że ten dom już nie jest taki sam jak ten z dzieciństwa.Strasznie zazdroszcze Wiki ma wspaniałe rodzeństwo cała ich piątka potrafi się świetnie bawić nawet oskarnie stawia się gdy Roksi okłada go. Nie pamietam już ty pozytywnych chwil z tego domu ,najchetniej uciekła bym z niego najdalej jak sie da. Nie ma w nim osoby która umiała by mnie zrozumieć,no bo zawsze musiałam być posłuszna wiele razy słyszłam "Nie!".Było to coś w stylu "Mogę jechać..."i szybkie ucięcie "Nie!".Raczej nie pamietam bym dostawała to co chciałam w sumie nauczyło mnie to pewnego zaparcia i tego by nie ufać nikomu bo zawsze usłysze "nie".Na zasadzie po co mam się wysilac by tłumaczyć co czuje,nikogo to nie obchodzi nawet gdybym zaczeła płakać i krzyczeć nikt by tego nie zauwarzył.Jedyne co mi teraz pomaga to muzyka i marzenia.marze o głupich rzeczach o tym ze chce być w kapeli rockowej albo jakejść tam ,że chce spełnić te wszystkie punkty z kartki co chce zrobić prze 18-stką.Niestety jest w nich uwzględniona Kiki dlatego może nie szczerze umiem jej wyjaśnić dlaczego tak bardzo mi zalerzy. Nie chce by czuła się jak ja w tej chwili ,jak przedmiot.Nie mówie tu o tym że mnie źle traktuje ale jej uwaga wydaje się być zerowa ostatnimi czasy (teleofn i sms całym jej światem).Moze to i dla mnie dziwne ale nie przypominam sb bym tak pisała z Patrykiem,Olafem,Krystianem czy nawet z Sebastianem.Czasem sama pragnęłam chwili ulgi i szłam do ludzi by na chwile zapomnieć i odetchnąć.Mimo iż spotykałam sie z nimi raz czasem dwa w tygodniu gdzie siedzieliśmy i gralismy w gry,ogladaliśmy filmy czy nawet chodziliślmy na spacer to i tak mnie męczyło jak jasna cholera.
Eh...ja tu pierdu,pierdu pitole od godziny a spać iść musze.Jutro ciężki dzień,nw jak to ogarnę.Sama wokół siebie sie gubie ,wszystko leci mi z rąk a na domiar złego mam na karku wkurwionych rodziców -_- Tak wspaniale.Nic racuchy spadam do zobaczenia !
Subskrybuj:
Posty (Atom)